On my way back home...
...by chance I thought of
All my favorite songs, where I'd gone wrong
The only words that I could think of
I'm pissing my life away in the form of a song
On my way back home
Wróciłam!:) W sumie to w niedzielę. Zmęczona i szczęśliwa.
Nie wiem, czy to dobry czy zły omen, iż śnił mi się dziś M. I to tak realistycznie, że wow.. Aż się czuło szczegóły, jakbym to przeżyła..
W Warszawie pogoda była nędzna, więc po obejrzeniu i odciągnięciu mnie siłą od Pałacu Kultury szwędałam się po Złotych Tarasach. Ale nie żałuję. Wpadłam do Bershki i Tally Weijl i kupiłam sobie koszulkę i spodnie i naciągnęłam mamusię na sweter dla niej. Całe szczęście nie trafiłam do Empiku, do książek bo musiałyśmy jeszcze spotkać się z moim braciszkiem. Ale pooglądałam sobie winyle^_^ Za to spotkanie z Młodym było fajne. Dostał prezent od nas, pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się..
Praga natomiast nie zaczęła się ciekawie. W Warszawie wieczorkiem pogoda była dobijająca i chciałam wracać. Ale dobrze, że nie zrobiłam tak, bo w Pradze nie ma śniegu:D Cieplusio w dodatku. Pomijając meneli o 6 rano i jakiegoś blaszaka z napisem w kilku językach "Strefa alkoholu, narkotyków, tabaki i tatuaży[cokolwiek to znaczy..]" miasto jest przepiękne. Budowle w większości gotyckie, niektóre przebudowywane w czasie różnych epok wyglądają, jakby wychodziły znikąd. Zwiedziłam Hradczany, "tańczący dom", ścianę Johna Lennona[najlepsze jest to, ze ona ciągle się zmienia:)] i Zameckie schody. Miasto jest naprawdę zajebiste. No i obleciałam wszystkie sklepy z pamiątkami w poszukiwaniu zielonej koszulki z napisem " I <3 Prague". Kupiłam czarną ale z przeceną o 50 koron. Yay! No, i mój angielski się bardzo przydał. Czesi doskonale rozumieją polski ale udają, że nie ogarniają nas, więc ja robiłam za tłumacza, Ada za przewodnika, a Muśka za.. sponsora wycieczki, hah..
Podsumowując wycieczkę:
Na 72 godziny, ok. 38 spędziłam w "Polskim Busie"[tak wgle polecam go, bo można jeździć od 1zł po Polsce, do Pragi, Wiednia, Bratysławy i Berlina.], z czego jakieś 60% przespałam. Wiem też, że nie warto brać glany na wycieczkę i urządzać ją zimą. Ale cóż.
Pochwalę się jeszcze, że jutro jadę do fryzjera[wreszcie!], przyjeżdża do mnie siorka z dziećmi a ja jadę do Kory. Tak się cieszę, że w końcu ją zobaczę.. Yay!
Spadam sprzątać.
Seea!;P
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Praga[trochę duuże wyskakują:D]



I muzyka z powrotu do domu;]
All my favorite songs, where I'd gone wrong
The only words that I could think of
I'm pissing my life away in the form of a song
On my way back home
Wróciłam!:) W sumie to w niedzielę. Zmęczona i szczęśliwa.
Nie wiem, czy to dobry czy zły omen, iż śnił mi się dziś M. I to tak realistycznie, że wow.. Aż się czuło szczegóły, jakbym to przeżyła..
W Warszawie pogoda była nędzna, więc po obejrzeniu i odciągnięciu mnie siłą od Pałacu Kultury szwędałam się po Złotych Tarasach. Ale nie żałuję. Wpadłam do Bershki i Tally Weijl i kupiłam sobie koszulkę i spodnie i naciągnęłam mamusię na sweter dla niej. Całe szczęście nie trafiłam do Empiku, do książek bo musiałyśmy jeszcze spotkać się z moim braciszkiem. Ale pooglądałam sobie winyle^_^ Za to spotkanie z Młodym było fajne. Dostał prezent od nas, pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się..
Praga natomiast nie zaczęła się ciekawie. W Warszawie wieczorkiem pogoda była dobijająca i chciałam wracać. Ale dobrze, że nie zrobiłam tak, bo w Pradze nie ma śniegu:D Cieplusio w dodatku. Pomijając meneli o 6 rano i jakiegoś blaszaka z napisem w kilku językach "Strefa alkoholu, narkotyków, tabaki i tatuaży[cokolwiek to znaczy..]" miasto jest przepiękne. Budowle w większości gotyckie, niektóre przebudowywane w czasie różnych epok wyglądają, jakby wychodziły znikąd. Zwiedziłam Hradczany, "tańczący dom", ścianę Johna Lennona[najlepsze jest to, ze ona ciągle się zmienia:)] i Zameckie schody. Miasto jest naprawdę zajebiste. No i obleciałam wszystkie sklepy z pamiątkami w poszukiwaniu zielonej koszulki z napisem " I <3 Prague". Kupiłam czarną ale z przeceną o 50 koron. Yay! No, i mój angielski się bardzo przydał. Czesi doskonale rozumieją polski ale udają, że nie ogarniają nas, więc ja robiłam za tłumacza, Ada za przewodnika, a Muśka za.. sponsora wycieczki, hah..
Podsumowując wycieczkę:
Na 72 godziny, ok. 38 spędziłam w "Polskim Busie"[tak wgle polecam go, bo można jeździć od 1zł po Polsce, do Pragi, Wiednia, Bratysławy i Berlina.], z czego jakieś 60% przespałam. Wiem też, że nie warto brać glany na wycieczkę i urządzać ją zimą. Ale cóż.
Pochwalę się jeszcze, że jutro jadę do fryzjera[wreszcie!], przyjeżdża do mnie siorka z dziećmi a ja jadę do Kory. Tak się cieszę, że w końcu ją zobaczę.. Yay!
Spadam sprzątać.
Seea!;P
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Praga[trochę duuże wyskakują:D]

I muzyka z powrotu do domu;]
Tagi:
...
21.02.2012 o godz. 12:12


