Jutro zaloguję się w serwisie, złoże podania do szkół. No, bo rekrutacja elektroniczna?! Pokurwiło ich wszysciuteńkich. Ah..
Wysłałam swoje wiersze i opowiadanie na konkurs. I to nie byle jaki. Powstał na cześć zmarłej młodej dziewczynki, która miała talent, jak jasna cholera. Wiem, bo kiedyś poszłam do biblioteki i wzięłam jej pamiętniki. Agnieszka Bartol, może znacie. Może ma swoją stronę na Wikipedii? Nie wiem, nigdy nie sprawdzałam. Co najśmieszniejsze, jeśli chodzi o konkurs, to nikomu nie dałam swoich prac do przeczytania. Po prostu wstydzę się, zwłaszcza, jeśli chodzi o wiersze. Zbyt osobiste. A i tak sądzę, że nie zajmę żadnego miejsca, więc..
Wracając z poczty poczułam dziwną świadomość, że jestem szczęśliwa. To jest, miałam jakieś takie odczucie, ze nie w razie kłopotów mogę się do kogoś zwrócić o pomoc, jak będzie mi się nudzić, też mam kogoś do towarzystwa. I dziwnym zbiegiem okoliczności będąc już prawie pod blokiem spotkałam Iwonę i sobie trochę pogadałyśmy. Jakieś pół godziny.
Jutro znowu jadę na stare śmieci. Do siostrzyczki wręczyć jej prezent[duży zestaw do makijażu] i ogólnie złożyć życzenia. Potem wybiorę się na cmentarz. Chciałam się spotkać ze znajomymi, ale jakoś dziwnie mi się znajomości wykruszyły. Boli mnie to, że uważałam Ew. za swoją przyjaciółkę a tu nagle, jak tylko wyjechałam umilkło wszystko. O, przepraszam poszłyśmy razem do kina na "Przed Świtem". Potem się skończyło.
Za to miło mi słyszeć, że Ktoś cieszy się, że mnie poznał. Naprawdę, małe słowo a cieszy. Ja też się cieszę, że się przeprowadziłam do takiego, nie innego miasta, trafiłam do takiej, nie innej szkoły i w ogóle. Jeszcze, żebym dostała się do liceum..
~~~~~~~~~~~~~~~
Polubiłam to, jak jasna cholera!
Wysłałam swoje wiersze i opowiadanie na konkurs. I to nie byle jaki. Powstał na cześć zmarłej młodej dziewczynki, która miała talent, jak jasna cholera. Wiem, bo kiedyś poszłam do biblioteki i wzięłam jej pamiętniki. Agnieszka Bartol, może znacie. Może ma swoją stronę na Wikipedii? Nie wiem, nigdy nie sprawdzałam. Co najśmieszniejsze, jeśli chodzi o konkurs, to nikomu nie dałam swoich prac do przeczytania. Po prostu wstydzę się, zwłaszcza, jeśli chodzi o wiersze. Zbyt osobiste. A i tak sądzę, że nie zajmę żadnego miejsca, więc..
Wracając z poczty poczułam dziwną świadomość, że jestem szczęśliwa. To jest, miałam jakieś takie odczucie, ze nie w razie kłopotów mogę się do kogoś zwrócić o pomoc, jak będzie mi się nudzić, też mam kogoś do towarzystwa. I dziwnym zbiegiem okoliczności będąc już prawie pod blokiem spotkałam Iwonę i sobie trochę pogadałyśmy. Jakieś pół godziny.
Jutro znowu jadę na stare śmieci. Do siostrzyczki wręczyć jej prezent[duży zestaw do makijażu] i ogólnie złożyć życzenia. Potem wybiorę się na cmentarz. Chciałam się spotkać ze znajomymi, ale jakoś dziwnie mi się znajomości wykruszyły. Boli mnie to, że uważałam Ew. za swoją przyjaciółkę a tu nagle, jak tylko wyjechałam umilkło wszystko. O, przepraszam poszłyśmy razem do kina na "Przed Świtem". Potem się skończyło.
Za to miło mi słyszeć, że Ktoś cieszy się, że mnie poznał. Naprawdę, małe słowo a cieszy. Ja też się cieszę, że się przeprowadziłam do takiego, nie innego miasta, trafiłam do takiej, nie innej szkoły i w ogóle. Jeszcze, żebym dostała się do liceum..
~~~~~~~~~~~~~~~
Polubiłam to, jak jasna cholera!
Tagi:
...
25.05.2012 o godz. 22:15
komentuj (0)
Weekend w stolicy.
Minęło szybko, łatwo i przyjemnie. Pomijając zmęczenie. Ogólnie rzecz biorąc to szlajałyśmy się po mieście. Zakupy:) Na Starym Mieście odżyły moje wspomnienia z Torunia. Wspomnienia + Toruń = Wszystko wróciło do punktu wyjścia. I jeszcze ciągła propozycja od prawie każdego zainteresowanego: "To jak Kasiu? Jeszcze kilka lat i przyjeżdżasz tu na studia?" Nie. Warszawa jest cudowna, ale to nie moja bajka. Zbyt hałaśliwa, męcząca, daleka od domu. W Toruniu będę mieć każdego z dala od siebie, ale wystarczająco blisko do Warszawy i Szczecina. To mi pasuje. Poza tym..
Straciłam na kilka dni kontrolę. Nie wzięłam zeszytu, bo ktoś by od razu ogarnął co jest grane. Musiałam jeść duże obiady. Jak pierwszego dnia mówiłam, że nie jestem głodna i tylko wzięłam porcję frytek, gdy Muśka i sis jadły normalny duży obiad to jestem pewna, że mama zaczęła coś podejrzewać. A tego nie chcę. Od jutro będzie dobrze. Znowu rutyna. Szkoda tylko, że za tydzień mama i Adi jadą do Szczecina. Znowu będę tylko z babcią w domu. Zaczyna mnie to męczyć. Uwielbiałam sama siedzieć w domu. Cały dzień w pidżamie przed telewizorem i laptopem, z kubkiem kawy w ręku i "tak właśnie mija nas czas". A tak? Z babcią będę się męczyć.
Najgorszy był powrót do domu ale to już nie jest do publicznego prania brudów. Po prostu.. "Everybody lies" - jak to mawiał dr House. A "zaufanie, to taka czarna świnia". Tak, tak, wzięło mnie na Happysad. Przypadek.
Nie poszłam dziś do szkoły, hurra, hurra..
Mam dziwny humor, nie wiem czy to nerwica, czy nawrót "chyba-depresji", która trzymała mnie przed wyjazdem.
Minęło szybko, łatwo i przyjemnie. Pomijając zmęczenie. Ogólnie rzecz biorąc to szlajałyśmy się po mieście. Zakupy:) Na Starym Mieście odżyły moje wspomnienia z Torunia. Wspomnienia + Toruń = Wszystko wróciło do punktu wyjścia. I jeszcze ciągła propozycja od prawie każdego zainteresowanego: "To jak Kasiu? Jeszcze kilka lat i przyjeżdżasz tu na studia?" Nie. Warszawa jest cudowna, ale to nie moja bajka. Zbyt hałaśliwa, męcząca, daleka od domu. W Toruniu będę mieć każdego z dala od siebie, ale wystarczająco blisko do Warszawy i Szczecina. To mi pasuje. Poza tym..
Straciłam na kilka dni kontrolę. Nie wzięłam zeszytu, bo ktoś by od razu ogarnął co jest grane. Musiałam jeść duże obiady. Jak pierwszego dnia mówiłam, że nie jestem głodna i tylko wzięłam porcję frytek, gdy Muśka i sis jadły normalny duży obiad to jestem pewna, że mama zaczęła coś podejrzewać. A tego nie chcę. Od jutro będzie dobrze. Znowu rutyna. Szkoda tylko, że za tydzień mama i Adi jadą do Szczecina. Znowu będę tylko z babcią w domu. Zaczyna mnie to męczyć. Uwielbiałam sama siedzieć w domu. Cały dzień w pidżamie przed telewizorem i laptopem, z kubkiem kawy w ręku i "tak właśnie mija nas czas". A tak? Z babcią będę się męczyć.
Najgorszy był powrót do domu ale to już nie jest do publicznego prania brudów. Po prostu.. "Everybody lies" - jak to mawiał dr House. A "zaufanie, to taka czarna świnia". Tak, tak, wzięło mnie na Happysad. Przypadek.
Nie poszłam dziś do szkoły, hurra, hurra..
Mam dziwny humor, nie wiem czy to nerwica, czy nawrót "chyba-depresji", która trzymała mnie przed wyjazdem.
Tagi:
...
Ale ja już nie "wish you where here"..
Kiedy już człowiek myśli, że jest okey, budzi się rano szczęśliwy, uśmiecha się, nawet gdy nie jest zbytnio różowo, ale nie myśli o nożu. Chudnie powoli, ale zawsze coś. Jedzie odwiedzić jedną z najważniejszych osób w jej życiu, poprawia stopnie w szkole.
I nagłe zderzenie rzeczywistości.
Przyszło jak zawsze niewinnie, podczas oglądania Plotkary i pakowania rzeczy do torebki. Czy czekanie na wyimaginowaną rzeczywistość się kiedyś skończy? Miałam nadzieję, że już przyzwyczaiłam się, ale..
Mam wrażenie, że nawet moja "porysowana" czerwienią ręka kpi sobie ze mnie.
Mam nadzieję, że godziny jazdy busem, kilometry przebytych dróg jakoś mi pomogą. Bo nawet świadomość, że kupiłam sobie wczoraj różowe sandały na koturnie w Deichmannie nie uszczęśliwia mnie.
Chyba po prostu dociera do mnie, iż nie jestem już tą samą osobą, co dawniej. Już nie patrzę na wrogów z góry, tylko pozwalam sobie kulić się pod ich spojrzeniem. Jak szybko można tak upaść? Śmieszne, że wciąż czuję resztki siebie ale kiedy patrzę w lustro nie wiem, czy patrzę na siebie, czy na jakąś żałosną kopie mnie. Sama nie wiem, czy to depresja czy po prostu dziecięcy bunt. Sam fakt, że przestałam pisać, płakać i prawdziwie się śmiać przeraża mnie. I ostatnie dni w szkole.. Niemalże w ogóle nie żartowałam sobie z Iwoną, co jakiś czas tylko uśmiechałam się ale bardziej do powietrza.
I ciągła myśl o fajkach..
Mam dosyć. Dławi mnie tlen, chcę krzyczeć, ale mam wrażenie, że nie umiem. Mam wrażenie, że nie mam we mnie emocji. Dawniej widząc ulotkę o konkursie literackim, naprawdę ważnym, szalałabym. A teraz? "O, konkurs. Fajnie. I tak nie wygram." Wiem, że to jest złe, ale nie umiem tego zmienić. Nie wiem, czy potrafię. Nie wiem też czy dalej ignorować to, czy powiedzieć komuś, co czuję. I dlaczego to wszystko przybrało na silę ostatnio, gdy idąc z psem do lasu przechodziłam obok Czyjegoś domu. Nie, nie mówię o M.
Boję się śmierci? Czy w sumie przemijania?
Chcę do domu.
Tylko gdzie on? Dom twój, gdzie serce twe. Ups.. nie mam domu.
Szkoda tylko, że niektórzy z tj notki przeczytają tylko o tym, że pocięłam się, kupiłam buty, myślę o fajkach i uważam, że nie mam serca. Czy to jakiś pieprzony filtr, który nie przyjmuje do rzeczywistości bolesnej prawdy?
Kiedy już człowiek myśli, że jest okey, budzi się rano szczęśliwy, uśmiecha się, nawet gdy nie jest zbytnio różowo, ale nie myśli o nożu. Chudnie powoli, ale zawsze coś. Jedzie odwiedzić jedną z najważniejszych osób w jej życiu, poprawia stopnie w szkole.
I nagłe zderzenie rzeczywistości.
Przyszło jak zawsze niewinnie, podczas oglądania Plotkary i pakowania rzeczy do torebki. Czy czekanie na wyimaginowaną rzeczywistość się kiedyś skończy? Miałam nadzieję, że już przyzwyczaiłam się, ale..
Mam wrażenie, że nawet moja "porysowana" czerwienią ręka kpi sobie ze mnie.
Mam nadzieję, że godziny jazdy busem, kilometry przebytych dróg jakoś mi pomogą. Bo nawet świadomość, że kupiłam sobie wczoraj różowe sandały na koturnie w Deichmannie nie uszczęśliwia mnie.
Chyba po prostu dociera do mnie, iż nie jestem już tą samą osobą, co dawniej. Już nie patrzę na wrogów z góry, tylko pozwalam sobie kulić się pod ich spojrzeniem. Jak szybko można tak upaść? Śmieszne, że wciąż czuję resztki siebie ale kiedy patrzę w lustro nie wiem, czy patrzę na siebie, czy na jakąś żałosną kopie mnie. Sama nie wiem, czy to depresja czy po prostu dziecięcy bunt. Sam fakt, że przestałam pisać, płakać i prawdziwie się śmiać przeraża mnie. I ostatnie dni w szkole.. Niemalże w ogóle nie żartowałam sobie z Iwoną, co jakiś czas tylko uśmiechałam się ale bardziej do powietrza.
I ciągła myśl o fajkach..
Mam dosyć. Dławi mnie tlen, chcę krzyczeć, ale mam wrażenie, że nie umiem. Mam wrażenie, że nie mam we mnie emocji. Dawniej widząc ulotkę o konkursie literackim, naprawdę ważnym, szalałabym. A teraz? "O, konkurs. Fajnie. I tak nie wygram." Wiem, że to jest złe, ale nie umiem tego zmienić. Nie wiem, czy potrafię. Nie wiem też czy dalej ignorować to, czy powiedzieć komuś, co czuję. I dlaczego to wszystko przybrało na silę ostatnio, gdy idąc z psem do lasu przechodziłam obok Czyjegoś domu. Nie, nie mówię o M.
Boję się śmierci? Czy w sumie przemijania?
Chcę do domu.
Tylko gdzie on? Dom twój, gdzie serce twe. Ups.. nie mam domu.
Szkoda tylko, że niektórzy z tj notki przeczytają tylko o tym, że pocięłam się, kupiłam buty, myślę o fajkach i uważam, że nie mam serca. Czy to jakiś pieprzony filtr, który nie przyjmuje do rzeczywistości bolesnej prawdy?
Tagi:
...
Nie ma to, jak być karanym za prawdę.. Cóż, uznajmy, że pominę to, jak większość czyta i słucha mnie między wierszami. Czyli omijając to, co złe.
Dlaczego nie chcemy wierzyć w to, że coś złego dzieje się z naszymi bliskimi? Przecież można zapobiec tylu złym rzeczom.
Znowu historii nie mam. I religii. Czyli mam na 12 do szkoły, dwie godziny i do domu. No, po prostu zabijcie mnie. Ah.. jeszcze cztery dni i mam szybsze wakacje. Kto wie, może uda mi się namówić mamę i brata, aby iść na Come?
Na cały tydzień sprawdziany zapisane. Dziś matma, jutro polski, biologia - środa, czwartek - chemia i piątek - fizyka. Ale, przecież "po testach, to wy luzy będziecie mieć a teraz się uczcie". Jassne.
Uciekam, może wrócę wieczorkiem, jak się uwinę z tabelami i nauką. Na pewno będę musiała wejść na GG i na kims się wyżyć. Tego, to ja sobie nie odpuszczę..
;)
Dlaczego nie chcemy wierzyć w to, że coś złego dzieje się z naszymi bliskimi? Przecież można zapobiec tylu złym rzeczom.
Znowu historii nie mam. I religii. Czyli mam na 12 do szkoły, dwie godziny i do domu. No, po prostu zabijcie mnie. Ah.. jeszcze cztery dni i mam szybsze wakacje. Kto wie, może uda mi się namówić mamę i brata, aby iść na Come?
Na cały tydzień sprawdziany zapisane. Dziś matma, jutro polski, biologia - środa, czwartek - chemia i piątek - fizyka. Ale, przecież "po testach, to wy luzy będziecie mieć a teraz się uczcie". Jassne.
Uciekam, może wrócę wieczorkiem, jak się uwinę z tabelami i nauką. Na pewno będę musiała wejść na GG i na kims się wyżyć. Tego, to ja sobie nie odpuszczę..
;)
Tagi:
...
Każdy z nas w życiu jakiś kurs obrał,
I na pokład swój załogę dobrał,
Aura dobra sprzyjała płynącym,
Lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy.
I na pokład swój załogę dobrał,
Aura dobra sprzyjała płynącym,
Lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Znowu nie pisałam.. Mój tydzień wyglądał tak, że przychodziłam ze szkoły, jadłam obiad, wychodziłam z psem, odrabiałam lekcje, w międzyczasie zapełniałam zeszyt literkami i cyferkami, oglądałam Skins i szłam spać. I tak cały tydzień.
Na nieszczęście się przeziębiłam i jestem zmęczona ale może to skutki niedożywienia? Ciekawe.. Jeszcze trochę i będzie dobrze.
W czwartek jadę jednak do stolicy. Przynajmniej jeden dzień w szkole sobie odpuszczę. Mam powoli dosyć życia. Czasem mam wrażenie, że moje życie toczy się zupełnie bez mojego udziału.
Mam nadzieje, że to się kiedyś skończy. Nie chcę tak żyć.
Notatka bez ładu i składu ale ja po prostu nawet nie mam siły by stukać w klawisze. Nie pojechałam do dziadków, wyrodna wnuczka. Jestem zmęczona, po prostu.
Ah.. idę sobie kawę zrobić i spać.
Tagi:
...


